Blogosfera, pseudosfera – imitacja realnego świata przestukiwana w wordzie

kaskaderka-blogosfera

Blogosfera – cóż to za niesamowita sfera komfortu, do której tak wiele osób pragnie przynależeć? Starałam się odnaleźć zalążek tego „ewenementu” i zapytałam internetowego doradcę o początki tego ambarasu.

Oprócz informacji o zaręczynach Maffashion z Panem „wszystko jest opór zamierzone”, za wiele nie znalazłam. Astra”c”hując – serdeczne gratulacje, przesyłam ja – Kaskaderka. Wracając do meritum, powstawanie „strony domowych użytkowników Internetu” Jorn Barger w 1997 r. określił terminem Weblog. Oczywiście bardziej rozpowszechnioną formą jest blog, poza tym dotyczy szerszej aktywności internatów. Początkowo zjawisko blogowania miało bardzo ograniczony charakter – większość z nich była tworzona przez osoby, które mają jakiekolwiek pojęcie o pozycjonowaniu czy programowaniu. I wtedy, kurwa, zaczęło się. Oczywiście nie chcę tutaj przyjmować roli hejtera, nie moja wina, że gdzieś po drodze się to spierdoliło. Z pewnością początkowa idea nie opierała się na społecznej żądzy konsumpcjonizmu i w zamyśle rzeczywiście miała być lustrzanym odzwierciedleniem danej osoby, przekazaniem odbiorcy jej indywidualnego charakteru, poglądów, stylu. Dzisiaj? Gdzie to jest? Niestety, dużą kwestię odgrywa tutaj nasze polskie społeczeństwo, które żywi się zazdrością i dziwnie skonstruowaną zachłannością.

Nie zapominajmy o mojej ulubionej kwestii – hipokryzji, ach uwielbiam! Fenomem – im bardziej hejtowane, tym bardziej pożądane. Tabun dziewczyn, które żyjąc przeświadczeniem „ona jest zwykłą dziewczyną, a jej się udało, może ja też dam radę” rozpoczęły falę, lawinę, whatever. Wszystko byłoby w porządku, jasne, przecież żyjemy w wolnym kraju, gdyby nie fakt, iż blogowania przekuło się w to w komercję, hasjy spoko, ale czy musi to wszystko być tak zakłamane? Odrzucające banery latające po przeglądarce: „Zacznij zarabiać na blogu”, „Blogerka – zawód idealny”? Really, kurwa? Śmiem przypuszczać, co ja sobie w sumie mogę, że sama idea blogowania, była nieco inna. Myśl, że rzeczywiście tak było wywołuje u mnie ćwiartkę sarkastycznego uśmiechu. Sama jako nastolatka buszowałam po podobnych platformach, szukając porad, nowości czy chociażby potwierdzenia, że ktoś boryka się z podobnymi problemami – współdzielenie podobnej dolegliwości, np. skórnej poprawia nastrój. To chore, ale świadomość, że „nie jestem jedyna”, inne też mają trądzik, cellulit, przesuszone włosy uspokaja. Wciąż nie wyleczyłam się z tych problemów, ale w sumie kogo to obchodzi.

A więc.. Obecnie – co to jest blog? Po jakich społecznych szczeblach wspinasz się, by jednocześnie przeżywać orgazm i określać siebie mianem – „blogerka”? Hm, dla niektórych jest to niejako komplement, jako wysoce ustabilizowana pozycja społeczna, w rozumieniu oczywiście społeczności oderwanej od przyziemnej rzeczywistości, dla całej reszty? Mocno pejoratywne określenie osobnika, który kształtuje swoją osobę za pomocą środków masowego przekazu.

Żyjemy w postnowoczesnym świecie, nasilające się trendy konsumpcjonizmu, indywidualizmu, rozwój nowych ruchów religijnych, nowych form życia wspólnotowego w społecznościach lokalnych i społecznościach sieciowych potęguje problemy tożsamowościowe i zbiorowe strategie dostosowawcze. Nie przeraża mnie w sumie fakt, że blogów jest więcej niż kinder niespodzianek, większą ekscytacje daje odkrywanie zabawki niż próby zrozumienia tego kuriozum. Zasmuca mnie myśl, nie no żartowałam, nie mam takich uczuć, że większość z aktywnych uczestników blogosfery karmi się czyjąś porażką. Największym rarytasem jest odkrycie zdjęcia bez przeróbki. Selfiak z przeszłości daje +10 do niezdefiniowanej ekscytacji. Nie rozgryzłam tego, zgubiłam się już na początku, a to nie wróży żadnych zadziwiających postulatów. Nie chcę zamykać wszystkich zainteresowanych w jednym worku, z określoną etykietą. Taki mamy klimat, sorry. Strzelanie sobie wzajemnie w kolano nie przysporzy Wam wyższego statusu społecznego oraz nie poprawi postrzegania Was przez osoby „nie z tego świata” jakkolwiek pozytywnie. Ale czy komuś na tym zależy?

PS: Hipokryzja nr 1 – czy fakt, iż stworzyłam ten wpis neguje to co napisałam powyżej?

PS 2: No i fajnie.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *