Kaskaderskie rozterki o nie do końca kaskaderskim życiu

kaskakderka

Nikt mnie nigdy nie zapytał, czy w ogóle mam ochotę być dorosła i radzić sobie ze światem codziennym, który zaskakująco odbiega od mojego wyobrażenia z dzieciństwa. Wytłumaczenie o naturalnym biegu egzystencji każdego człowieka nie starcza mi ni jak. W jakim kurwa świecie przyszło mi żyć – tak, to pytanie zadaje sobie codziennie, leżąc w łóżku analizując miniony dzień. Wiadomo, że najgorzej w poniedziałek, człowiek nie liznął dobrze weekendu i znowu nieunikniony powrót do kieratu.

Staram się być dobrym człowiekiem, ale dobro to pojęcie mocno względne, dla innych dobroć jest normalna, naturalna. Ale, że z wykształcenia jestem antropologiem to nigdy nie odpowiem na na pytanie: co to znaczy: normalne. Ja swoją normalność kreuje każdego dnia na nowo. Chujowo, bo chujowo ale staram się, co nie. Z punktu widzenia człowieka na co dzień ze mną obcującego, jestem zapewne przeciętną dziewczyną. Nic mi z reguły nie dolega, niczym szczególnym się nie wyróżniam, nie wynalazłam samoobsługującego się żelazka, ani do końca nie znam się na mikrofali. Jednak nienawidzę swojego życia. Dobra, może bez przesady. Żartowałam, nienawidzę. Może to przytłaczająca mnie rutyna, brak wyzwań i przede wszystkim mojego zaangażowania w to życie. Pracuję w mini korposzczurowni, codziennie spełniając czyjeś marzenia. Z każdym kolejnym łykiem mocnej, czarnej kawy nastawiam się na kolejne godziny pełne mocnej szydery i otaczającego mnie fałszu i mocnej niesprawiedliwości.

Na swojej drodze spotykam samych idiotów, facetów, którzy nie potrafią niczym mnie zainteresować. Pomijam fakt, że po pierwszym błędzie ortograficznym na moje oczy leje się kwas. Mężczyźni, którzy wiecznie próbują udowadniać, że długość ich penisa jest jednak nieproporcjonalna do ich wybujałego ego.

Najgorsze chyba, co mnie spotyka to energetyczne wampiry. Ludzie, którzy próbują zrównać Cię ze swoim psychicznym nieudolstwem. Jest w ogóle takie słowo? Oczywiście, dużo zależy ode mnie. Tak dużo, że prawie nic, ponieważ zawsze się na to łapie, tym samym przegrywając kolejną partię życia. Nie do końca rozumiejąc otaczających mnie ludzi, ich postępowanie i decyzje zapętlam się jeszcze bardziej w kółko powtarzając: „Ja bym postąpiła inaczej”, „Ja to na pewno zrobię inaczej”.

Chciałabym, by codziennie budziły mnie promienie słońca. Chciałabym, by keczup był tańszy i pasował nawet do banana. Chciałabym widzieć prawdę w oczach innych. Chciałabym ją dostrzec w samej sobie. Nie chce, żeby karma trafiała tam gdzie powinna, bo jeszcze po drodze się zmeczy. Nie chce, by nawet jedna łza spadała bez powodu na niewinną podłogę. I chciałabym, żeby to wszystko było łatwiejsze.

Ile razy można słuchać jednej piosenki myśląc, że jutro jest nowy dzień?

PS: W sumie samo słowo „jutro” znaczy nowy dzień, więc chyba zdanie: jutro jest nowy dzień jest nielogiczne.

PS2: No i fajnie!

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *